2012
09.27

Po pięciu dniach spędzonych w Paryżu z Deb i Łukaszem możemy śmiało potwierdzić, że jest niesamowicie piękny! Chciałbym podzielić się nieco naszymi przygodami i odczuciami, a po historię i dokładniejsze opisy miejsc odsyłam do wikipedii czy przewodników. Dla przejrzystości nieco zaburzyłem chronologię zwiedzania.

(more…)

Comments Off on Magnifique Paris
2012
09.18

Przygotowując się na wycieczkę do Paryża trochę się w necie naszukałem zanim skompletowałem zestaw przydatnych we Francji zwrotów z polską wymową. Polska transkrypcja przyda się zwłaszcza osobom, które nigdy nie uczyły się języka francuskiego. Poniżej przedstawiam zestawienie (niestety zawieruszyłem źródła). Rozmówki francuskie – wersja PDF.

(more…)

2012
09.08

Wraz z kumplami polecieliśmy w czwórkę do Budapesztu na dwa dni. Czy da się tak szybko zwiedzić stolicę Węgier? Myślę, że tak.

Lot był krótki, trwał niecałą godzinę. Poprzez serwis Airbnb wynajęliśmy okazyjnie mieszkanie blisko centrum.

Budapeszt to tak właściwie połączone miasta: Buda (+ Óbuda) i Peszt; pierwszego dnia zwiedziliśmy to pierwsze. Wycieczkę zaczęliśmy spacerem obok góry Gellerta z Cytadellą do punktu informacyjnego pod wzgórzem Starego Miasta. Dostaliśmy tam mapkę i wskazówki gdzie dobrze zjeść. Po wdrapaniu się na wzgórze zamkowe, skąd roztacza się przepiękna panorama na Dunaj i wznoszące się przy nim budowle, poszliśmy do mieszczącego się w Zamku Królewskim Muzeum Historycznego (wskazówka: w każdą pierwszą sobotę miesiąca dla studentów wstęp wolny). Następnie przeszliśmy obok Pałacu Sándor (siedziba prezydenta) pod koronacyjny kościół Świętego Macieja i Basztę Rybacką. Horrendalnie drogie wejściówki (normalny 1000 HUF) do w ponad połowie remontowanego kościoła troszeczkę rekompensował bardzo ładny ołtarz i maluteńkie muzeum z repliką Korony świętego Stefana. Obok kościoła, w hotelu znajduje się muzeum marcepanu pełne niesamowitych marcepanowych wytworów. Idąc dalej uliczkami dotarliśmy do (remontowanego:/) Placu Bramy Wiedeńskiej i zobaczyliśmy tamtejsze zabytki i pomniki.

Zeszliśmy na obiad do restauracji Ildikó konyhája na tradycyjny gulasz z kluskami. Zaskoczyło nas menu po polsku i tradycyjny wystrój. Dla mnie jako miłośnika ciemnego piwa pozytywnym odkryciem było brązowe Dreher Bak typu Bock.

Posileni udaliśmy się na spacer wzdłuż Dunaju i po wizycie w markecie zaopatrzeni udaliśmy się mostem na Wyspę Małgorzaty. Jest to miejsce rekreacyjne i tamtejsza stolica szeroko pojętego chilloutu ;).

Do domu wróciliśmy nocą wschodnim brzegiem Dunaju mijając kolejne mosty i podziwiając pięknie oświetlone zabytki Budy (oraz Parlament po stronie Pesztu spod którego przegonił nas żołnierz). W nocy brzeg tętni życiem, jest to bowiem miejsce imprez i spotkań węgierskiej młodzieży.

Drugiego dnia zwiedzaliśmy dużo bardziej uprzemysłowiony Peszt. Ograniczeni czasem wybraliśmy się metrem (zaraz po Londynie jedno z najstarszych w Europie) do Lasku Miejskiego (Városliget) gdzie znajduje się Łaźnia Széchenyi z wodami termalnymi, rekonstrukcja zamku siedmiogrodzkiego i kościoła Ják. Dostalismy się na Plac Bohaterów gdzie znajduje się Pomnik Tysiąclecia, Galeria Sztuk Pięknych i Hala wystawowa. Idąc w stronę centrum aleją Andrássyego wstąpiliśmy do mieszczącej się naprzeciwko Instytutu Polskiego Café Mai Manó. Dostępny jest tam cały wachlarz przepysznych, warzywnych, węgierskich brei i duży wybór pieczonego mięsiwa.

Mijając gmach Opery doszliśmy do sporej Bazyliki świętego Stefana o bogatym marmurowym wnętrzu. Za opłatą można wspiąć się na wieżę w celu obejrzenia panoramy miasta. Następnie zaszliśmy na plac Wolności z pomnikiem armii czerwonej by udać się w stronę parlamentu. Wracając brzegiem Dunaju widzieliśmy parę mniejszych zabytków i dostaliśmy się na plac Vörösmarty z cukiernią Gerbeaud serwującą tradycyjne desery.

Za 490 forintów kupiliśmy podwójny bilet na lotnisko (do końca niebieską linią metra, a potem przesiadka na autobus 200E).

Choć było sporo chodzenia zobaczyliśmy naprawdę wiele najpiękniejszych miejsc Budapesztu. Do Polski wróciliśmy z plecakami wypchanymi salami i ostrą pastą paprykową w tubkach. Z węgierskich trunków warto wyróżnić pálinkę (czyli owocowy samogon, której śliwkowa wersja przypomina śliwowicę jednak jest dwukrotnie słabsza), zacne wino oraz ziołową nalewkę Unicum czy wspomniany Dreher Bak.

Cheap-o hint: warto zabierać na wycieczki zagraniczne polską legitymację studencką, pozwala załapać się na zniżki w większości muzeów.

2012
08.25

Zdobyłem ostatnio Arduino UNO wraz z zestawem podstawowych elektronicznych elementów (Starter-kit). Jest to mikrokontroler ATmega328 z  programatorem, emulacją portu szeregowego na USB i wyprowadzeniami na jednej płytce (dla niewtajemniczonych jest to taki mały “komputerek” do sterowania elektroniką).

Jako, że z kolegami urządziliśmy sesję “Magii i Miecza”, postanowiłem wykorzystać Arduino do rzucania kością. W dalszej części pokazuję jak zbudować sobie taką K6-tkę.

Fotografia arduino i diód imitujących kostkę do gry

Arduino wyrzucił 6!

(more…)

2012
08.16

Garść cheap-o hintów i przemyśleń po wyjeździe do Bolonii:

  • Oferty tanich lotów pozwalają bardzo okazyjnie odwiedzić wiele niezwykłych miejsc, w sieci jest wiele stron informujących o takich promocjach. Aby ominąć dodatkowe opłaty dobrze mieć specjalną kartę kredytową (albo znajomego z takową).
  • Na kilkudniowe wycieczki wystarczy zamiast do drogiego bagażu rejestrowanego spakować się do bezpłatnego podręcznego (ograniczenie do wymiarów małej walizki, ciężaru do 10 kg i płynów po 100 ml do 1 L, bez ostrych narzędzi). Niektórzy potrafią spakować do niego nawet namiot bez szpilek oraz śpiwór. Osobiście lubię pakować się do plecaka -> mogę z nim chodzić po mieście i mam wolne ręce. Pakuję jedynie niezbędne rzeczy: łatwe do przeprania i szybko wysychające ubrania, spodnie z odpinanymi nogawkami, buteleczkę żelu pod prysznic, szybko schnący ręczniczek z mikrofibry  i dużo jedzenia. Polar i kurtkę przeciwdeszczową zakładam na siebie przy odprawie wykorzystując kieszenie do zmniejszenia rozmiaru wypchanego plecaka; nie możemy zabrać scyzoryka ale może wystarczy plastikowy nożyk jednorazowy?
  • W zależności od temperatury na zewnątrz i dostępu do lodówki można zabrać z domu jedzenie z sensowną trwałością do spożycia. Bułki razowe z suchą kiełbasą lub serem żółtym wystarczają nawet na 4 dni (ja zwykle wożę 8 bułek -> 3 dni); zaoszczędzone pieniądze warto wydać na regionalne specyfiki.
  • W wielu krajach woda ze źródełek lub z kranu nadaje się do picia i smakuje jak woda źródlana kupowana w sklepie.
  • Z lotniska stosunkowo łatwo jest złapać stopa przy wyjeździe z parkingu, rzadko uda się dojechać do centrum, ale można podjechać do miejsca gdzie kursują regularne autobusy.
  • Dobrym pomysłem jest wydrukowanie informacji o miejscu do którego zmierzamy. Łatwo znaleźć w Internecie także mapki turystyczne. Po wydrukowaniu i zaznaczeniu ważniejszych miejsc nie straszne będą kręte uliczki. W pierwszej kolejności warto odwiedzić punkty informacji turystycznej gdzie nierzadko  dostaniemy bezpłatną, kolorową wersję mapki z mini opisem ważnych miejsc.
  • Puste pokoje w ho(s)telach nie przynoszą zysków, więc czasem na parę dni przed wyjazdem można ustrzelić naprawdę atrakcyjne oferty noclegów. Doskonałym rozwiązaniem jest jednak couchsurfing. Oprócz noclegu istnieje spora szansa poznania naprawę interesujących ludzi i przyjrzenia się ich codziennemu życiu. Znają oni magiczne miejsca, których na próżno szukać w przewodniku.
Comments Off on Okazyjne latanie
2012
08.13

Choć minęły dwa miesiące od wypadu postanowiłem opisać pokrótce wycieczkę do Bolonii i uratować ją od zapomnienia.

Zaczęło się od promocji tanich linii lotniczych: 60 zł w jedną stronę? OK! Miesiąc po rezerwacji biletów zatrzęsła się niedaleko (w Modenie) ziemia, ale i tak polecieliśmy z Deb do Bolonii w dniach 02-05.06.2012. Po wylądowaniu złapaliśmy stopa w stronę centrum, a potem już tylko parę przystanków autobusem i mogliśmy się rozkoszować urokami tego malowniczego włoskiego miasta.

Fontanna Neptuna

 

Pierwszą rzeczą jaka nas zachwyciła była woń śródziemnomorskiej roślinności oraz przyjemny upał. Za każdym rogiem czaił się trochę inny zapach (czasem pachniało pizzą, czasem starymi murami miasta a często różnymi gatunkami palm, drzew i krzewów). Z powodu trzęsień ziemi większość kościółków niestety była zamknięta. Z pewnością godną obejrzenia była olbrzymia bazylika San Petronio, a także Ratusz oraz Fontanna Neptuna na Piazza Maggiore. Nieopodal wznoszą się tzw “Dwie wieże”, na które ponoć mogą się wspiąć studenci dopiero po obronieniu tytułu. Warto również zaglądnąć do mniejszych kościołów, m. in. do bazyliki di Santo Stefano, czyli kompleksu 7-dmiu świątyń. Jako, że Bolonia to miasto uniwersyteckie, dlatego trzeba zajrzeć do biblioteki oraz odwiedzić słynny Uniwersytet Boloński. Przy via Piella znajdują się niepozorne małe drzwiczki w ścianie po ich pchnięciu otwiera się okno na “wenecki” kanał.

Reno Canal, Via Piella

 

Charakterystyczne dla tego rejonu Włoch arkady przy ulicach dawały cień w słoneczne dni albo ratowały przed deszczem. Co ciekawe jedna z nich ciągnie się aż na pobliskie wzgórze Colle della Guardia do Madonna di San Luca skąd rozpościera się widok na miasto.

Ze względu na zamknięte drzwi większości kościółków odbyliśmy trip po niemal wszystkich tamtejszych parkach, gdzie spędzaliśmy długie godziny sjesty podpatrując jak odpoczywają Włosi. Naśladując ich, rozbiliśmy się na trawie w największym parku, Giardini Margherita. W sporym stawie pływały żółwie, słońce przedzierało się przez liście drzew, słychać było spokojne nuty bluesa, a studenci obok ćwiczyli sztuczki na diabolo (dwie połączone półkule, które się kręcą na sznurku z kijkami).

Jedzenie w Bolonii można kupić albo w sieci sklepów COOP albo w małych sklepach prowadzonych przez ludzi pochodzących prawdopodobnie z Indii. Ci drudzy bardzo chętnie pomagają rozprawić się z korkiem od wina ;). Piwa mają tu nieszczególne, ale wina smaczne i tanie. Na głoda dobre są pizze z małych, niepozornych pizzerii, skąd mieszkańcy tuzinami zabierają je na wynos.

Przypadkowo spotkany na ulicy Stefano pomógł nam odnaleźć sklep i pokazał później wiele ciekawych miejsc w Bolonii. Okazało się, że następnego dnia wyruszał do Rawenny i zgodził się nas ze sobą zabrać. Jako, że nie chciał od nas żadnej zapłaty chciałbym odwdzięczyć mu się wyjątkowo reklamując jego campingi:  baiacalenella.com. Ponoć poza sezonem można dosyć tanio wynająć tam domek na plaży.

Jesteśmy również wdzięczni naszemu sympatycznemu hostowi Marco, który przyjął nas w ramach couchsurfingu, wskazał ciekawe miejsca do zwiedzenia, opowiedział o studenckim życiu w Bolonii oraz woził nas samochodem, dzięki!

Jeden dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie Ravenny. Jest to spokojne miasteczko słynące z przepięknych bizantyjskich mozaik. Za kilkanaście euro można nabyć karnet na wejściówki do budynków wpisanych do listy UNESCO. Bez problemu można zwiedzić je w jeden dzień, naprawdę warto! Niesamowite wrażenie sprawia pochodząca z VI wieku Bazylika di San Vitale oraz mauzoleum obok. Wracając pociągiem z Ravenny ominęło nas odczuwalne trzęsienie ziemi w Bolonii.

Mozaika w Bazylice di San Vitae

 

Podsumowując, w Bolonii i Ravennie urzekły nas wspaniałe budowle, ciepłe, pachnące uliczki, zieleń, wino i wspaniali ludzie.

Comments Off on Viaggio eccellente a Bologna e Ravenna
2012
04.22

Obowiązkowo:

  • nieprzemakające buty z dobrą podeszwą,
  • kurtka przeciwdeszczowa,
  • lekki śpiwór,
  • karimata,
  • legitymacja studencka/PTTK/ISIC i dowód osobisty,
  • pieniądze na jedzenie i różne ewentualności.

Warto:

  • peleryna,
  • (blaszany) kubek, łyżka i scyzoryk/nóż,

  • termos,
  • komórka z ładowarką/zapasową baterią,
  • mapa,
  • latarka/czołówka,
  • kijki trekingowe,
  • opatrunki (bandaż i plastry),
  • lekkie obuwie (noclegi),
  • ochraniacze na buty (tzw. stuptuty).

(more…)

2012
04.11

Wraz z Bykiem zapraszamy na 48 Rajd UEKu z “szósteczką”. W dniach 30.04-3.05 proponujemy przyjemną, średnio-łatwą trasę dla wymagających (mniej niż bardziej 😉 ). Dobraliśmy ją tak, żeby w zależności od pogody i kondycji grupy móc ją trochę uprościć lub urozmaicić. Podczas rajdu będziecie mogli poczuć magię górskich wędrówek po Gorcach i Beskidzie Wyspowym, poznać ciekawych ludzi, zobaczyć wiele niezwykłych miejsc a przede wszystkim dobrze się bawić. Koszt to 99 zł (cena nie obejmuje wyżywienia, ale za to w cenie jest dojazd z/do Krakowa, wszystkie noclegi, koszulka rajdowa, kiełbaska na finał i wiele atrakcji także myślę, że i tak cheapo). W razie wątpliwości  proszę kontaktować się mailowo na: tomszom@gmail.com.

Chcesz się dobrze spakować? Sprawdź mój mini-poradnik.

Panorama spod Bacówki na Maciejowej w kierunku Rabki-Zdrój (gorskiereminiscencje.blogspot.com).

Dzień 1 (30.04 – poniedziałek)
Zbiórka pod Ustroniem na UEK o godzinie 7:00, rozdanie koszulek i zdjęcie grupowe.
W trasę wyruszymy z okolic Nowego Targu (w zależności od godziny dojazdu może być bliżej Rabki) i pójdziemy do schroniska na Starych Wierchach (973 m n.p.m). Następnie :szlak_czerwony: poprzez Mnisko, Jaworzynę Ponicką i Bardo zmierzymy do bacówki “Na Maciejowej”, a stamtąd zejdziemy :szlak_zielony: do Ponic gdzie czeka nas nocleg w śpiworach w szkole (będzie dostęp do toalety i czajnika). Niedaleko powinien być otwarty sklep.  Jak się zbierze ekipa to będzie istniała możliwość gry w piłkę na boisku szkolnym, będzie ognisko:) . Szukam kogoś, kto by mógł nam zagrać na gitarze.

Dzień 2 (1.05 – wtorek)
Żeby nie wracać tą samą drogą, udamy się nieoznakowanym szlakiem urokliwą doliną sokołowską na Maciejową, w okolice wyciągu narciarskiego. Stamtąd zejdziemy do centrum malowniczej Rabki, gdzie będzie trochę czasu wolnego, żeby coś zjeść czy uzupełnić zapasy, a przy okazji włócząc się pozwiedzać trochę miasteczko.
Po przegrupowaniu ruszymy na podbój Lubonia Wielkiego (1022 m n.p.m.) i tam też będziemy spać w schronisku (mamy mieć zapewniony prysznic i wrzątek).

Dzień 3 (2.05 – środa)
Zejdziemy do miejscowości Glisne :szlak_czerwony: i spróbujemy wdrapać się :szlak_zielony: na Strzebel (977 m n.p.m.). Po “mmocnym zejściu” :szlak_czarny: do Mszany skierujemy się na szlak do Lubogoszczy gdzie zaszyjemy się w domkach bazy wypoczynkowej. Zejdą się tam wszystkie grupy i czeka nas Mega Rajdowy FINAŁ z ogniskiem, zawodami sportowymi, konkursami i innymi atrakcjami ;].

Dzień 4 (3.05 – czwartek)
Pełni wrażeń wrócimy do Krakowa.

 >>MAPA TRASY<<

2012
03.10

Aby przyrządzić omlet na mój ulubiony sposób (po japońsku), będą potrzebne:

  • 3 jajka,
  • łyżka cukru,
  • kropla oleju,
  • dżem.

Czas przyrządzenia: ~15 min (+5 zmywania).

3 świeże jaka wbić do średniej miski. Dodać płaską łyżkę cukru. Opcjonalnie dodać szczyptę soli. Japończycy dodają do tego kapkę vinegret, ale akurat nie mam pod ręką. Następnie należy wszystko ubić aż do rozpuszczenia cukru i wypełnienia połowy miski (polecam użycie blendera z końcówką do ubijania – taka druciana; uwaga na tryb TURBO, który może doprowadzić do ubrudzenia wszystkiego w promieniu 3m). Ważne, żeby nie było za dużo piany.

Rozprowadzić kroplę oleju na małej patelni (są do tego pędzelki, ale wystarczy kawałek ręcznika papierowego) i rozgrzać. Teraz najtrudniejszy moment: rozlać niewielką warstwę na patelnię. Jeśli jest za dużo piany to wylać wszystko i mamy zwykły omlet (jak dół się przypiecze to trzeba go obrócić), w przeciwnym razie po odczekaniu chwili drewnianą szpachlą podważyć z jednej strony i zawijać (tak jakby to był dywan). Po zwinięciu przesunąć do siebie i rozlać na reszcie patelni. Dopóki / <- while() / mamy coś w misce rolować “dywanik” po nowo rozlanych warstwach.

tOmletto

tOmletto

 

Voilà! Podawać z dżemiorem ;] .

 

2012
02.28

Jest to określenie działań i stylu życia opartych na odnajdywaniu ekonomicznie optymalnych rozwiązań. Po angielsku to po prostu taniocha. Cheap-o* jest wtedy gdy udało się kupić jakiś towar czy usługę (dużo) taniej w akceptowalnej jakości.

Rozróżniamy 3 typy cheap-o:

  • White cheap-o – w pełni legalne, cwane wyszukanie jakiejś luki w cenniku czy “systemie”;
  • Gray cheap-o – balansowanie na granicy prawa czy innych przyjętych zasad, nie powodując straty po drugiej stronie (ale ograniczając zysk);
  • Dark (lub black) cheap-o – działanie naruszające regulamin, nierzadko ze szkodą drugiej strony, złodziejstwo.

Prosty przykład – książka:

White cheap-o jest wtedy gdy kupimy ją używaną, w antykwariacie lub w taniej księgarni. Gray gdy ją jedynie dla własnej korzyści skserujemy lub ściągniemy bez udostępniania z neta. Dark natomiast gdy ją “pożyczymy na czas dłużej nieokreślony” od znajomego. Nie zachęcam do stosowania dark cheap-o, choć czasem w ramach eksperymentu myślowego fajnie jest wymyślać możliwe sposoby łamania zabezpieczeń.

* uwaga na wymowę w języku polskim, zwłaszcza kiedy mówimy o kimś, że jest “czipoł” 😉

Comments Off on Cheap-o