Entries tagged as : tanie linie

2012
09.08

Wraz z kumplami polecieliśmy w czwórkę do Budapesztu na dwa dni. Czy da się tak szybko zwiedzić stolicę Węgier? Myślę, że tak.

Lot był krótki, trwał niecałą godzinę. Poprzez serwis Airbnb wynajęliśmy okazyjnie mieszkanie blisko centrum.

Budapeszt to tak właściwie połączone miasta: Buda (+ Óbuda) i Peszt; pierwszego dnia zwiedziliśmy to pierwsze. Wycieczkę zaczęliśmy spacerem obok góry Gellerta z Cytadellą do punktu informacyjnego pod wzgórzem Starego Miasta. Dostaliśmy tam mapkę i wskazówki gdzie dobrze zjeść. Po wdrapaniu się na wzgórze zamkowe, skąd roztacza się przepiękna panorama na Dunaj i wznoszące się przy nim budowle, poszliśmy do mieszczącego się w Zamku Królewskim Muzeum Historycznego (wskazówka: w każdą pierwszą sobotę miesiąca dla studentów wstęp wolny). Następnie przeszliśmy obok Pałacu Sándor (siedziba prezydenta) pod koronacyjny kościół Świętego Macieja i Basztę Rybacką. Horrendalnie drogie wejściówki (normalny 1000 HUF) do w ponad połowie remontowanego kościoła troszeczkę rekompensował bardzo ładny ołtarz i maluteńkie muzeum z repliką Korony świętego Stefana. Obok kościoła, w hotelu znajduje się muzeum marcepanu pełne niesamowitych marcepanowych wytworów. Idąc dalej uliczkami dotarliśmy do (remontowanego:/) Placu Bramy Wiedeńskiej i zobaczyliśmy tamtejsze zabytki i pomniki.

Zeszliśmy na obiad do restauracji Ildikó konyhája na tradycyjny gulasz z kluskami. Zaskoczyło nas menu po polsku i tradycyjny wystrój. Dla mnie jako miłośnika ciemnego piwa pozytywnym odkryciem było brązowe Dreher Bak typu Bock.

Posileni udaliśmy się na spacer wzdłuż Dunaju i po wizycie w markecie zaopatrzeni udaliśmy się mostem na Wyspę Małgorzaty. Jest to miejsce rekreacyjne i tamtejsza stolica szeroko pojętego chilloutu ;).

Do domu wróciliśmy nocą wschodnim brzegiem Dunaju mijając kolejne mosty i podziwiając pięknie oświetlone zabytki Budy (oraz Parlament po stronie Pesztu spod którego przegonił nas żołnierz). W nocy brzeg tętni życiem, jest to bowiem miejsce imprez i spotkań węgierskiej młodzieży.

Drugiego dnia zwiedzaliśmy dużo bardziej uprzemysłowiony Peszt. Ograniczeni czasem wybraliśmy się metrem (zaraz po Londynie jedno z najstarszych w Europie) do Lasku Miejskiego (Városliget) gdzie znajduje się Łaźnia Széchenyi z wodami termalnymi, rekonstrukcja zamku siedmiogrodzkiego i kościoła Ják. Dostalismy się na Plac Bohaterów gdzie znajduje się Pomnik Tysiąclecia, Galeria Sztuk Pięknych i Hala wystawowa. Idąc w stronę centrum aleją Andrássyego wstąpiliśmy do mieszczącej się naprzeciwko Instytutu Polskiego Café Mai Manó. Dostępny jest tam cały wachlarz przepysznych, warzywnych, węgierskich brei i duży wybór pieczonego mięsiwa.

Mijając gmach Opery doszliśmy do sporej Bazyliki świętego Stefana o bogatym marmurowym wnętrzu. Za opłatą można wspiąć się na wieżę w celu obejrzenia panoramy miasta. Następnie zaszliśmy na plac Wolności z pomnikiem armii czerwonej by udać się w stronę parlamentu. Wracając brzegiem Dunaju widzieliśmy parę mniejszych zabytków i dostaliśmy się na plac Vörösmarty z cukiernią Gerbeaud serwującą tradycyjne desery.

Za 490 forintów kupiliśmy podwójny bilet na lotnisko (do końca niebieską linią metra, a potem przesiadka na autobus 200E).

Choć było sporo chodzenia zobaczyliśmy naprawdę wiele najpiękniejszych miejsc Budapesztu. Do Polski wróciliśmy z plecakami wypchanymi salami i ostrą pastą paprykową w tubkach. Z węgierskich trunków warto wyróżnić pálinkę (czyli owocowy samogon, której śliwkowa wersja przypomina śliwowicę jednak jest dwukrotnie słabsza), zacne wino oraz ziołową nalewkę Unicum czy wspomniany Dreher Bak.

Cheap-o hint: warto zabierać na wycieczki zagraniczne polską legitymację studencką, pozwala załapać się na zniżki w większości muzeów.

2012
08.16

Garść cheap-o hintów i przemyśleń po wyjeździe do Bolonii:

  • Oferty tanich lotów pozwalają bardzo okazyjnie odwiedzić wiele niezwykłych miejsc, w sieci jest wiele stron informujących o takich promocjach. Aby ominąć dodatkowe opłaty dobrze mieć specjalną kartę kredytową (albo znajomego z takową).
  • Na kilkudniowe wycieczki wystarczy zamiast do drogiego bagażu rejestrowanego spakować się do bezpłatnego podręcznego (ograniczenie do wymiarów małej walizki, ciężaru do 10 kg i płynów po 100 ml do 1 L, bez ostrych narzędzi). Niektórzy potrafią spakować do niego nawet namiot bez szpilek oraz śpiwór. Osobiście lubię pakować się do plecaka -> mogę z nim chodzić po mieście i mam wolne ręce. Pakuję jedynie niezbędne rzeczy: łatwe do przeprania i szybko wysychające ubrania, spodnie z odpinanymi nogawkami, buteleczkę żelu pod prysznic, szybko schnący ręczniczek z mikrofibry  i dużo jedzenia. Polar i kurtkę przeciwdeszczową zakładam na siebie przy odprawie wykorzystując kieszenie do zmniejszenia rozmiaru wypchanego plecaka; nie możemy zabrać scyzoryka ale może wystarczy plastikowy nożyk jednorazowy?
  • W zależności od temperatury na zewnątrz i dostępu do lodówki można zabrać z domu jedzenie z sensowną trwałością do spożycia. Bułki razowe z suchą kiełbasą lub serem żółtym wystarczają nawet na 4 dni (ja zwykle wożę 8 bułek -> 3 dni); zaoszczędzone pieniądze warto wydać na regionalne specyfiki.
  • W wielu krajach woda ze źródełek lub z kranu nadaje się do picia i smakuje jak woda źródlana kupowana w sklepie.
  • Z lotniska stosunkowo łatwo jest złapać stopa przy wyjeździe z parkingu, rzadko uda się dojechać do centrum, ale można podjechać do miejsca gdzie kursują regularne autob

    usy.

  • Dobrym pomysłem jest wydrukowanie informacji o miejscu do którego zmierzamy. Łatwo znaleźć w Internecie także mapki turystyczne. Po wydrukowaniu i zaznaczeniu ważniejszych miejsc nie straszne będą kręte uliczki. W pierwszej kolejności warto odwiedzić punkty informacji turystycznej gdzie nierzadko  dostaniemy bezpłatną, kolorową wersję mapki z mini opisem ważnych miejsc.
  • Puste pokoje w ho(s)telach nie przynoszą zysków, więc czasem na parę dni przed wyjazdem można ustrzelić naprawdę atrakcyjne oferty noclegów. Doskonałym rozwiązaniem jest jednak couchsurfing. Oprócz noclegu istnieje spora szansa poznania naprawę interesujących ludzi i przyjrzenia się ich codziennemu życiu. Znają oni magiczne miejsca, których na próżno szukać w przewodniku.